Noc Kupały przypada w najkrótszą noc w roku, 21 czerwca.
“Dzień Kupały najdłuższy w roku, noc Kupały najkrótsza, były jednym ciągiem wesela, śpiewu, skoków i obrzędów” – pisał Józef Ignacy Kraszewski w “Starej baśni”.
W okresie przesilenia letniego (zazwyczaj z 21 na 22 czerwca) na terenach zamieszkanych przez ludy słowiańskie, celtyckie, germańskie i ugrofińskie, obchodzono święto żywiołów wody i ognia, a także miłości, płodności, słońca i księżyca. U Słowian uroczystości rozpoczynały się w wigilię przesilenia letniego (20 czerwca) i trwały cztery doby. W Polsce, w zależności od regionu, nazywano je Nocą Kupały, Sobótką (od “małego sabatu”, albo legendarnej postaci o imieniu Sobótka), Kupalnocką, Palinocką lub Kupałą. Po chrystianizacji, gdy działania mające wykorzenić z życia Słowian pogańskie obrzędy okazały się nieskuteczne, ustanowiono dzień 24 czerwca dniem Świętego Jana Chrzciciela. Liczne obrzędy z nocy Sobótkowych zostały przeniesione na Noc Świętojańską, obchodzoną w wigilię Świętego Jana (z 23 na 24 czerwca); palono więc ogniska, wyplatano wianki i wciąż odpędzano złe czary. Noc świętojańska była udaną próbą inkulturacji tradycji pogańskich.
W ludowych obrzędach i magicznych zabiegach towarzyszących odchodzeniu wiosny i powitaniu lata czołowe miejsce zajmował ogień. Wspomagał życiodajną siłę słońca, przywoływał płodność, oczyszczał, odpędzał zło, ogrzewał przybywające z zaświatów dusze zmarłych. Obchody Kupały rozpoczynano od rytualnego jego wskrzeszenia z drewna jesionu, brzozy lub dębu, po uprzednim zgaszeniu wszystkich palenisk we wsi.
Od głównego ogniska odpalano stosy układane na wzgórzach. Ogień był widoczny z daleka, stwarzał poczucie wspólnoty w świętowaniu między mieszkańcami pobliskich wiosek.
“O ogień starali się zawsze kawalerowie. Zdarzało się, że do stosu z chrustem despetnicy przemyślnie włożyli beczkę ze smolą albo podkradli komuś stary wóz czy przegniłą strzechę, by uzupełnić paliwo i dać okazję do śmiechu. Kiedy nastawał mrok, zjawiały się dziewczęta, przychodzili starsi, roiło się od dzieciaków. Ktoś dudlił na skrzypkach. Ktoś krzesał pierwszą iskrę. A wreszcie strzelały płomienie i wieczór nagle zaczynał świecić rubinowymi sobótkami, bo gdzie tylko znalazł się stosowny pagórek, a chłopcy kawalerowie nie zaniedbali swych powinności, tam wszędzie wzbijały się rozmigotane słupy ognia. Obraz niezwykły. Dodajmy do niego niezliczone przyśpiewki o miłości, oberki i poleczki na polanach, dziarskie skoki przez ogień, a będziemy mieli dawną noc świętojańską, zdyszaną, niespokojną i gorącą, jak całowania, które skrywała swoimi pomykającymi w zarośla ciemnościami”
– opisuje w “Kalendarzu Polskim” Józef Szczypka.
Skakanie przez ogień, tańce wokół niego oraz składanie ofiar z drobnych zwierząt i ziół miało zapewniać spokój i ochronę przed złymi mocami, a także gwarantować urodzaj i płodność. Noc Sobótkowa była także okazją do łączenia się w pary i uniknięcia w ten sposób “kojarzonego małżeństwa”.
Tańczono wokół ognisk. W okresie ustalania się prymitywnych wierzeń religijnych taniec uważano za czynność magiczną. Tańce powstały nie z radości, lecz ze strachu. Wówczas człowiek bał się wszystkiego, co go otaczało, wszędzie dostrzegał złe duchy, czyhające na niego. Taniec stał się jedną z możliwości przypodobania się im oraz wyprowadzenia ich w pole.
Skakano przez ogień wierząc, że skoki te dodają sił, zapewniają sprawność, chronią przed chorobami i czarami. Skakanie koło ognia i przez ogień w czasie przesilenia letniego było jednym z najstarszych nabożeństw, radosnym obrzędem ku czci słońca.
W magicznych zabiegach u progu lata istotną funkcje obok ognia odgrywała także woda. Noc Kupały Oficjalnie kończyła trzymiesięczną wstrzemięźliwość od kąpieli w rzekach, jeziorach i strumykach za dnia. Rytualne obmycie wodą w Noc Kupały przeganiało choroby i uroki. W okresie późniejszym święcono wodę w wigilię św. Jana, co przeganiać miało złe moce i niejako oficjalnie otwierać sezon kąpielowy. W całej Polsce wierzono, że wodę błogosławi dopiero święty Jan. Po 24 czerwca można było już kąpać się w rzekach i potokach bez szkody dla zdrowia, pławić konie i bydło. W wigilię świętego Jana czyszczono studnie wrzucając do nich sól poświęconą w dniu św. Agaty, co sprawiało, że w wodzie nie było robactwa. Przypuszczalnie stąd wzięło się późniejsze powiązanie postaci Jana Chrzciciela z nocą Kupały.
Kupała to noc przepełniona magią. W czasie jej trwania wróżono z tafli wody oraz ze zrywanych w milczeniu kwiatów polnych. Wiele roślin nabierało podczas przesilenia letniego czarodziejskiej mocy. Noc Kupały pachniała rutą, która miała moc odwracania czarów i odpędzania zła. Gdy wyruszano na sobótki, obwiązywano się bylicą. Wierzono, że to ziele czarodziejskie. Jej gałązki rzucano również do ognia lub ubierano nimi domostwa, żeby chronić się przed morem, uniknąć chorób, wyprosić dobre zamążpójście. Nawet krowom nakładano na głowy uwite z niej lub z pokrzywy wianki. Oprócz bylicy ważne role spełniały także rosiczka, szałwia, tymianek, rumianek, czarny bez, geranium, leszczyna, koper włoski, piołun, mięta, biedrzeniec, krwawnik pospolity, piołun. Zioła wrzucano do ognisk, noszono wszyte w ubrania, przypięte do pasa, wieszano na drzwiach domów oraz stajen, rozrzucano na rozstajach dróg, by odgoniły uroki i zło. Dym ziół unosił się po polach, lasach i wsiach chroniąc je przed gradem i klęskami żywiołowymi.
Z czasem to Noc Świętojańska obdarzała zioła specjalną magiczną mocą. Zbierano rośliny o promieniście rozłożonych płatkach, mających przypominać aureolę Św. Jana, np.: rumianek, mniszek, nagietek, jaskier, złocienie, arnikę. Zrywano je bardzo wcześnie rano, w innych regionach wieczorem, ale zawsze musiało być dziewięć rodzajów ziół, w tym koniecznie rumianek i kwiaty dzikiego bzu. Wito z nich wianki, suszono pod poduszką. Posiadały wyjątkową moc uzdrawiającą i odpędzającą złe duchy. Do odganiania demonów używano zwłaszcza dziurawca, nazywanego zielem świętojańskim lub zielem Świętego Jana, gdyż zawsze zakwitał przed 24 czerwca. Gospodarze z pomocą ziół zabiegali o obfite plony, pasterze o powierzone ich opiece zwierzęta, zaś każdy, kto parał się czarami, mógł być pewien, że jego działania odniosą dzięki nim pożądany skutek.
Rośliny pełniły też ważna funkcję w świętojańskich czarach miłosnych. Dziewczęta, które chciały zapewnić sobie powodzenie u płci przeciwnej, zbierały nocą magiczne zioła, które potem nosiły przy sobie. Zielem szczególnie mądrym w sprawach miłosnych był cząber. Jednak zdecydowanie najciekawszym sposobem na zdobycie zainteresowania i miłość chłopców było nacieranie się nasięźrzałem. Panna za dnia musiała wyszukać roślinę (najlepiej blisko), by o północy udać się “po ziele” i wyrwać je, całą drogę musiała przejść nago i tyłem. Przy wyrywaniu wypowiadała słowa: Nasięzrzele, rwę cię śmiele, pięcią palcy, szóstą dłonią, niech się za mną chłopcy gonią!
Noc Kupały byłą niezwykła dla młodych panien. Wyplatały wianki z kwiatów i ziół, użytych w liczbie nieparzystej. W wiankach na głowach, wrzucając zioła do ognia, trzymając się za ręce tworzyły krąg wokół ogniska, tańczyły i śpiewały. W śpiewach tych zanosiły nieustanne apele o kochanie, ożenek, wierność, pamięć. Potem wciąż śpiewając i tańcząc udawały się nad wodę rzucały na tafle wianki z zapalonymi świecami. Chłopcy wianki wyławiali, by potem odnaleźć ich właścicielkę. I tak, za przyzwoleniem starszyzny, młodzi dobierali się w pary. Jeśli wianek nie został wyłowiony przez kawalera, ale płynął dalej, wróżył właścicielce zamążpójście, jednak nieprędkie. Jeśli zaś płonął, utonął lub zaplątał się w sitowiu, zwiastował staropanieństwo.
Sobótka była także nocą poszukiwań kwiatu paproci, nazywanego “Perunowym Kwiatem” (burze sprzyjały jego pojawieniu się). Zgodnie z legendą zakwitał na kilka chwil koło północy. Mógł go zdobyć jedynie człowiek o czystym sercu; wyjątkowo odważny, wędrując samotnie, w milczeniu, bez oglądania się za siebie. Przed posiadaczem magicznego kwiatu otwierały się wszelkie ukryte bogactwa. Mógł z nich korzystać do woli, tylko nie wolno mu było z nikim się nimi podzielić. Legendy o kwiecie paproci znane są z przeróżnych podań. Opowiadają o wielu ludziach, którzy błądzili po lasach i mokradłach, próbując odnaleźć kwiat paproci.
“Bywało, że gorszono się tą nocą. Że zakazywano jej z ambon, strasząc piekłem, które zresztą, płonąca i wrzaskliwa, jak gdyby sama przypominała. Wydawała się pogańska, heretycka czy zgoła diabelska: palą się sobótkowe ognie, wre od tańców, słyszy się nieprzystojne śpiewki i najpewniej modlitwy do jakichś bożków. “Isaja, łado, ileli, ja-ja”… Tak przyśpiewywano jeszcze w XV wieku. Ale przecież była to najweselsza noc w roku. Przedarła się najwyraźniej z mgieł prehistorii, z tajemnych czasów puszczańskich, ze świata innych wiar, pojęć i wyobrażeń, aby nadal, już w epoce chrześcijaństwa, wciągać w swą na wpół zrozumiałą magię, w swą radość pod wysokim niebem czerwcowym. Starsza niż dzieje Polski, nigdy nie zatraciła młodzieńczej żywiołowości i pianki beztroskiego szaleństwa. Święty patron Jan Chrzciciel, któremu została w końcu przydzielona jako spadek po minionych kultach, nieraz może zadumał się nad jej uporczywym trwaniem i bezradnie rozłożył ręce, gdy doścignęły go odgłosy kupalnockowej zabawy!”
– czytamy w “Kalendarzu …” Józefa Szczypki.
Najkrótsza noc w roku miała swój pulsujący rytm. Nie można było zmarnować ani jednej chwili tego szczególnego czasu. Płonęły ognie i płonęły serca.
Ze święta ognia i wody, znanego nie tylko naszym prasłowiańskim przodkom, przetrwały po wiekach stosy zapalane na wzgórzach i puszczane wianki. Jeszcze w połowie XIX stulecia noc świętojańska płonęła sobótkowymi ogniskami, rozbrzmiewała muzyką i śpiewem. Ale z czasem cichła coraz bardziej, gasła tłamszona przepisami przeciwpożarowymi i sceptycyzmem. Odchodziła w niepamięć…
Obraz: “Puszczanie wianków na Wiśle” – Zofia Stryjeńska,
ok. 1950-52 rok, tempera, gwasz, płótno naklejone na tekturę, 71.5 x 90.5 cm
Tekst Anna Kołcon za https://swiatrolnika.info/plonace-ognie-i-plonace-serca…